Z 11-letnim Kacprem, którego wypatrzyłam, gdy jeździł na malutkim motocyklu przed pokazem stuntera Pawła Karbownika, spotkałam się w jedną z kwietniowych sobót. Dzień później młody motocyklista jechał na zawody. Daniel Kacprzak - tata Kacpra - powiedział nam, że jego syn ma benzynę zamiast krwi i tak naprawdę chłopcu motocykle były pisane, ponieważ pasję do jednośladów przejął od taty.

Kiedy Kacper Kacprzak miał 4,5 roku, jeździł już quadem, rok później wsiadł na motocykl. Tata jeździ na motocyklach ponad 25 lat. Wcześniej były to tak zwane "ścigacze", jednak od kiedy Kacper zaczął jeździć crossem i trzeba było za nim biegać, tata też zainwestował w ten sam rodzaj motocykla. Mama nie podziela pasji syna. Boi się o jego zdrowie, dlatego nie kibicuje podczas zawodów, a na treningi dowozi jedynie posiłki. - To jest sport, który trzeba uprawiać z głową - powiedział mi Daniel Kacprzak. - Najważniejsza jest technika, umiejętności, zasady, a dopiero z czasem prędkość. Ludzie czasami zabierają się do crossa od złej strony i może dojść do tragedii. To jest sport niebezpieczny, ale Kacper nie odniósł do tej pory żadnej kontuzji. Więcej krzywdy zrobił sobie podczas zabaw na podwórku niż jeżdżąc na motocyklu - tłumaczył.

Motocross, oprócz tego, że jest sportem niebezpiecznym, jest także bardzo kosztowny. Nowy motocykl dla chłopca kosztuje około 14 tys. złotych, jego utrzymanie to nawet 5-8 tys. złotych rocznie, jeśli nie ma większych awarii. Do tego należy doliczyć kolejnych kilka tysięcy na najtańszy kombinezon, buty, rękawice, kask, z których w wieku Kacpra szybko się wyrasta. - Na bezpieczeństwie nie można oszczędzać - mówił wprost Daniel Kacprzak. Ten sport nie jest popularny w Polsce, dlatego trudno znaleźć sponsorów. Zupełnie inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie pieniądze płyną szerokim strumieniem. Tam jednak na zawodach są tłumy widzów, u nas z kolei, na co zwraca uwagę tata Kacpra, kibicują najczęściej rodzice i znajomi.

Oprócz kosztów powodem małego zainteresowania motocrossem jest także mała dostępność torów. Mowa oczywiście o legalnych torach. Najbliższy taki obiekt znajduje się w Mirocinie Dolnym koło Nowej Soli. To odległość ponad 70 kilometrów. Także zawody są kosztowne. Trzeba zapłacić wpisowe, przetransportować motocykl, kupić olej, smar do łańcucha. - Ze względu na zawody i konieczność przewożenia motocyklu zrezygnowałem z samochodu osobowego na rzecz busa. Ludzie nie zdają sobie sprawy, ile ten sport kosztuje. Co 10 motogodzin wymienia się olej, co 25 motogodzin tłok. Sprzęt jest wyżyłowany. Przy pojemności 65 ccm, silnik ma 24 KM. Konkurencja ma taki sprzęt, że syn pyta czasami, jak ma z nimi walczyć. My możemy pomarzyć o kilku motocyklach i częściach zamiennych w takiej ilości, że sklep można otworzyć. Szczytem marzeń jest znalezienie sponsora, który pokrywałby koszty napraw motocykla. Zawody to adrenalina, a ona uzależnia. Kacper lubi rywalizację. Niestety zawodnicy walczą o marchewkę. W nagrodę otrzymują dyplom i puchar. Nie ma nagród rzeczowych - tłumaczył D. Kacprzak i jednoczęsnie podkreślał, że syn nie uprawia motocrossa dla pieniędzy, ale dlatego, że to daje mu mnóstwo radości.

Od pieniędzy ważniejsze są emocje, które wyzwala jazda na motocyklu. Kacper, pytany, czy zrezygnuje z motocrossu, zdecydowanie zaprzecza. Od razu widać, że najnormalniej w świecie uprawianie tego sportu sprawia mu radość.  Jeździ, kiedy tylko może. Już pięć lat temu mówił, że marzy, aby wystąpić w zawodach. Dziś te marzenia stały się rzeczywistością. Co tydzień wraz z tatą pakują motocykl i jadą na Mistrzostw Strefy Polski Zachodniej Motocross. Pierwsze zawody odbywają się wiosną, ostatnie jesienią. Kiedy tata wspomina o zawodach lub treningach, w oczach Kacprzaka juniora pojawia się błysk. Ten błysk jest znany doskonale każdemu, kto robi w życiu to, co lubi.

Kacper niechętnie ze mną rozmawiał. Chłopiec zdecydowanie woli jeździć, niż mówić. Dowiedziałam się jednak, że kilka lat temu w szkole wszyscy koledzy zazdrościli mu pasji, dziś już jednak nikt o jego zainteresowaniach nie pamięta. Nauczyciele z kolei byli zdziwieni. Dobre wyniki w szkole to warunek, jaki tata postawił młodemu zawodnikowi. - Jeśli zawali szkołę, nie będzie mowy o treningach i zawodach - mówił Daniel, spoglądając na syna. Wsparcie ojca jest nieocenione. Motocross to sport wymagający poświęceń. Zamiast w weekend spać do południa i włóczyć się z kolegami po podwórku, Kacper trenuje lub wyjeżdża na zawody.

Tata Kacpra pracuje za granicą. W Świebodzinie jest tylko w weekendy i ten czas poświęca przede wszystkim synowi. Chłopiec, jak mi powiedział, w szkole nie ma z kim porozmawiać o swojej pasji, ponieważ koledzy wolą piłkę nożną, dlatego dzielenie zainteresowań z tatą jest takie cenne. Kacper, oprócz motocrossa, lubi bawić się z kolegami na podwórku. Zaczął też grać w piłkę ręczną, wcześniej próbował trenować sztuki walki, zimą natomiast jeździ na nartach - podobno dużo lepiej i szybciej niż tata. W wolnych chwilach ogląda też filmiki z zawodów motocrossowych. Podziwia umiejętności zawodników, zwłaszcza z USA. Jego idolem jest Tady Błażusiak.
Kacpra wspiera klub Anapower Anabud Racing Team z Łagówka. Młody motocyklista jest częścią zespołu. Anapower ma na celu propagowanie sportów motorowych i wyłapywanie talentów, a przede wszystkim integrację osób o tych samych zainteresowaniach. Dzięki klubowi z Łagówka Kacper i jego tata zawsze mogą liczyć na radę i pomoc bardziej doświadczonych zawodników.

Dzień po naszej rozmowie Kacper był w Obornikach Wielkopolskich, gdzie w II rundzie Mistrzostw Strefy Polski Zachodniej Motocross wyjeździł 3 miejsce. Kiedy młody motocyklista zaczynał swoją przygodę z motocrossem, mówił, że kiedyś będzie znany na całym świecie. Teraz małymi kroczkami realizuje swój cel. Bo to już nie jest marzenie, to jest cel, do którego codziennie Kacper dąży.

--
Opr. Ewa Wójcik, fot. Arch. Daniel Kacprzak