Decyzja Lwowskiej Rady Obwodowej o ustanowieniu 2027 roku Rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, jej dowódcy Romana Szuchewycza oraz działacza OUN Ołeha Olżycza wywołała poruszenie nie tylko w Polsce, ale także w wielu lokalnych społecznościach, których mieszkańcy mają rodzinne korzenie na dawnych Kresach.
Jednym z takich miejsc jest Świebodzin. Po II wojnie światowej na Ziemię Lubuską trafili repatrianci i przesiedleńcy z Wołynia, Polesia oraz dawnych województw wschodnich Rzeczypospolitej. To właśnie oni współtworzyli powojenną historię miasta, zakładali rodziny, budowali lokalną społeczność i przekazywali kolejnym pokoleniom pamięć o utraconych rodzinnych stronach.
Dla wielu mieszkańców Świebodzina i okolic Wołyń nie jest jedynie odległym rozdziałem historii. To część rodzinnych wspomnień. W licznych domach do dziś przechowywane są opowieści o przymusowej ucieczce, utracie bliskich, spalonych gospodarstwach i dramatycznych wydarzeniach z lat 1943-1945. Dlatego informacje o honorowaniu przywódców UPA budzą szczególne emocje.
Krytyczne stanowisko wobec decyzji władz obwodu lwowskiego zajął Instytut Pamięci Narodowej. Według IPN Roman Szuchewycz, dowódca UPA, ponosi współodpowiedzialność za zbrodnie dokonane na ludności polskiej, a jego upamiętnianie stanowi cios w pamięć ofiar. Instytut zwrócił również uwagę na trwający od lat proces budowy kultu Szuchewycza w części ukraińskiej polityki historycznej.
Sprawa ma dodatkowy wymiar. W ostatnich latach Polska okazała Ukrainie ogromną solidarność w obliczu rosyjskiej agresji. Także mieszkańcy Świebodzina angażowali się w pomoc uchodźcom, organizowali zbiórki, przekazywali dary i wspierali osoby, które uciekły przed wojną. Tym bardziej bolesne dla części kresowych rodzin są działania, które odbierają jako pomijanie lub relatywizowanie tragedii polskich ofiar.
Nie oznacza to jednak, że pamięć o Wołyniu powinna dzielić współczesnych Polaków i Ukraińców. Coraz częściej podkreśla się, że prawdziwe pojednanie wymaga nie przemilczania trudnych kart historii, lecz ich uczciwego nazwania. Dla wielu mieszkańców Świebodzina jest to kwestia nie tylko historyczna, ale również osobista. W ich rodzinnych opowieściach Wołyń pozostaje żywym wspomnieniem, którego nie sposób oddzielić od współczesnej debaty o pamięci i odpowiedzialności.
Dla kresowych rodzin mieszkających dziś w Świebodzinie i całym regionie pamięć o Wołyniu nie jest elementem politycznego sporu. To część własnej historii, przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Dlatego każda próba gloryfikowania osób kojarzonych z tamtymi wydarzeniami wywołuje emocje, które mimo upływu ponad osiemdziesięciu lat wciąż pozostają żywe.
Waldemar Roszczuk / Gazeta Świebodzińska, fot. arch. BG-Part GPL



